|
Strona główna
|
!!!SPOILER!!!
W końcu wygospodarowałem dziś krzynę czasu żeb pójść na drugą część "Sprzedawców" Kevina Smitha. Recenzje, które niechcący przeczytalem w ciągu ostatnich dwóch tygodni, brzmiały jak ostrzeżenie, ale wcale się nie przestraszyłem. Nie piłem przed seansem, nie kupiem sobie piwa w kinie, jak mają to w zwyczaju przedstawiciele sojuszniczego narodu zza Atlantyku, nic z tego. Po prostu starałem się nie spodziewać niczego i poszedłem do kina, które akurat miałem po drodze. Nie zawiodłem się.
Już pierwsze ujęcie przywołao wspomnienia filmu sprzed 14 lat. Możliwe nawet, że pochodziło właśnie z materiału do tamtego fimu i reżyser dobrze wiedział co robi. Obecna sytuacja życiowa Dantego została przedstawiona jasno i bez ogródek. Komentarza nie wymagał zresztą także wygląd jego i Randalla. Za to Jay i Bob nie postarzeli się ani trochę.
I tutaj (od razu na początek) puenta: to właściwie nie są "Sprzedawcy 2", a "Chaising Amy 2". Styl jest taki sam, choć bardziej pobieżny. Co wrażliwsi mogą zwymiotować słuchając głupawych dickjokesów - tak samo jak w filmie o rysownikach komiksów (niestety, nie są już tak śmieszne, jak kiedyś). Chociaż bohaterowie mentalnie ani trochę się nie zmienili w porównaniu z czarno-białą wersją, Smith zrobił film o miłości w jego najbardziej skrajnej postaci, czyli komedię romantyczną.
Tak się składa, że w filmie mogę rozpoznać kilku znajomych, a siebie obsadzam oczywiście w roli głównej. To mogę być ja za 10 lat i dzięki temu pjście na ten film może mieć choćby wartość terapeutyczną. Takimi ludźmi jak Dante, podobnie jak bezdomnymi i menelami, straszy mnie bardziej konwencjonana i ambitna część osobowości. Z kolei Becky - jej mimika i gesty, a także postawa - przypomina pewną koleżankę, do której od pewnego czasu nie mam już ochoty się odzywać. Nie jest przyjemnie wyobrazić się jako sprzedawcę w Mooby's. To samo zreszt ą można powiedzieć o byciu mężem pani Smith i waścicielem myjni na Florydzie czy gdziekolwiek indziej. To siękłóci z wzorcami, które wytrwae wpaja mi telewizja, reklama i Gazeta Wyborcza. No i oczywiście ludzie biorący udzia w różnych wyścigach szczurów - czyli wszyscy bez wyjątków.
Dzięki temu, że nie spodziewałem się niczego konkretnego, nie zawiodłem się ani trochę. Właściwie to, co zobaczyłem, jest bardzo naturaną kontynuacją pierwszej części. Jest co prawda znacznie słabsza, żarty już nie te, ale mimo to przez chwilę pczuem się, jakbym oglądał czarno-białą wersję po raz pierwszy. Chodzi o kimat, bo treści jest ze 3 razy mniej. W tym przypadku sprawdza się powiedzenie o wchodzeniu dwa razy do tej samej rzeki. Oczywiście wrażenie zrobiła na mnie muzyka, szczególnie użycie "1979" (ciekawe, ie musieli za to zapacić?!).
Krótkie podsumowanie jest takie, że pośmiałem się na filmie, powspominałem i było fajnie. Mimo, że czas trwania jest taki sam jakość jest gorsza. Jeśi ktoś nie oglądał pierwszej części, będzie to dla niego tylko głupia komedia. Ja lubię wszystkie filmy Smitha (z wyjątkiem "Dogmy") i ten też mi się podobał. Przynajmniej można być pewnym, że za 10 lat Randall i Dante nie wrócą w trzeciej częśći.

Poza tym życie nie rozpieszcza:) Zasłużone 5 dni wolnego minęło bezpowrotnie, ale wycieczka Łasicą z Kierowniczką, Królewną i Maliną w odwiedziny do pana z meblowego się udała. Uczę się twardo angielskiego i arkuszy stylów. Przez tydzień nie miałem telefonu i aż się boję pomyśleć, ilu ważnych spotkań nie odbyłem z tego powodu. W ogóle to boję się myśleć. Plany na jutro to pranie, zwrot książek do biblioteki (kara?), zakup biletów na piłkarskie derby grodu Cracka i na koncert Archive (chyba, że się jeszcze rozmyślę). Po zakupach praca. Piątek i sobota są wolne, więc będzie okazja do czynnego odpoczynku. Plany na najbliższe kilka miesięcy generalnie się nie zmieniły. Oby tylko środków nie zabrakło.
Całuję cię na dobranoc kochany pamiętniku i przenoszę umęczony wzrok na słówka, związki frazeologiczne i inne takie.
ykim 2006-10-23 22:56:46
skomentuj (0)
|
|